Szwajcarska robota - autem do kraju bankierów

Dziś jest: Sobota, 29 lutego 2020, Imieniny: Lecha, Lutomira
Promocje i ogłoszenia »

Szwajcaria

2009-07-21

Szwajcarska robota - autem do kraju bankierów

Gran Turismo, czyli „wielka turystyka”, to synonim luksusowej wyprawy samochodowej. Z tym luksusem dzisiaj krucho, ale ideę zmotoryzwanych wakacji warto wskrzesić. Szczególnie, że z Polski mamy wszędzie blisko. Ja sam skoczyłem ostatnio do Szwajcarii, gdzie górskie drogi zapewniają większy zastrzyk adrenaliny niż niejeden tor wyścigowy.


W dobie tanich linii lotniczych i drogiego paliwa, idea GT staje się romantyczną utopią. Bogaci są zbyt bogaci, a resztę stać już na coroczną podróż do kurortów, gdzie przez tydzień będą się smażyć nad basenem. Sam lubię leżeć i czytać książkę. Jednak buntuję się przeciwko sformatowanym wakacjom. Czujecie to samo? Lubicie jeździć samochodem? To zapewniam, że ideę Gran Turismo da się wskrzesić. Oto jak zaplanować sobie przyszłoroczną podróż życia.

Wyjdźcie przed dom i spójrzcie na wasz samochód. Przy odrobinie finansowego samozaparcia to właśnie on jest odpowiedzią na wakacyjną klaustrofobię. Pamiętacie jeszcze uczucie wolności towarzyszące zrobieniu prawa jazdy? Może powrócić. Jedyne ograniczenia to zasobność portfela i wyobraźnia.

Nawet gubiąc się po drodze czy wpadając do miasteczka, którego nazwa się wam spodoba, zobaczycie i przeżyjecie więcej niż w najbardziej ekskluzywnym kurorcie. Do dzisiaj utrzymuję, że najlepsze spaghetti zjadłem w Treviso, gdzie trafiliśmy zupełnie przypadkowo. Europa nie jest taka duża, jak się nam wydaje.

Podróż z Warszawy do Berlina to 6-7 godzin; do Holandii czy Belgii 12-13, a po około piętnastu znajdziecie się w motoryzacyjnym raju – Alpach Szwajcarskich. Biadoli się, że w USA to jest dopiero fajnie, bo mają wszystkie możliwe warunki atmosferyczno-geograficzne. Dzięki Schengen mamy to samo.

Czas więc spakować manatki, sprawdzić czy pojazd ma olej w silniku, odpowiednie ciśnienie w oponach i przede wszystkim sprawne hamulce. Trzeba tylko zaopatrzyć się w euro i franki szwajcarskie na benzynę (a ta w Szwajcarii jest tańsza niż u nas!) i ruszyć w drogę.

Najgorszy jest oczywiście przejazd przez Polskę. Ze względu na stan dróg, tiry, korki itd. zajmuje on najwięcej czasu i wysiłku. Dobrze więc wyjechać wcześnie rano. Nawet, jeśli jest się trochę śpiącym, lepiej być śpiącym, kiedy jest jasno i widać pijaków na rowerach bez odblasków, niż gdy jest ciemno i nie widać nic. Warto też pójść za przykładem kierowców autokarów i wypracować system zmian za kierownicą. Wybór trasy dowolny. Ja polecam nawet nadłożyć drogi i do granicy jechać dwupasmówkami, np. autostradą do Poznania i stamtąd na Berlin. Jak tylko wydostaniemy się z naszego lokalnego piekiełka, droga od razu staje się mniej męcząca, a im mniej będziemy musieli wyprzedzać traktorów, zastanawiając się, czy zmieścimy się przed nadjeżdżającym z przeciwka autosanem, tym lepiej. Po wyjeździe z kraju wszystko powinno już pójść szybko i sprawnie.

Słyszeliście niejedno na temat Szwajcarii: że można tam zapłacić niebotyczne mandaty, że łatwo stracić prawo jazdy, czy nawet trafić za „wykroczenie drogowe” do więzienia. Takie opinie niezbyt zachęcają znanych z ułańskiej fantazji Polaków, w większości są jednak prawdziwe. Autostrady naszpikowano fotoradarami, a tubylcy karnie trzymają się ograniczeń. Antyradar lepiej wyłączyć – jego bezustanne pikanie doprowadzi was do szału. Pamiętajcie też o paszportach – Szwajcaria nie jest w Unii – i by na granicy kupić winietę na autostradę. Zatrzymać się można w Interlaken, gdzie górskie powietrze będzie najlepszym antidotum na przemęczenie po podróży.

Jeśli nie chcecie wsiadać następnego dnia za kierownicę, możecie się wybrać na spacer, rower, rafting, kanioning, paralotnię. Jednak częścią konceptu „GT”, jest oglądanie świata za kółka, więc kiedy od świeżego powietrza dostaniecie już ekologicznego kaca, macie przed sobą perspektywę 300 kilometrów zawijasów i serpentyn, biegnących przez Alpy pomiędzy Szwajcarią a Włochami. W tych miejscach nie ma już fotoradarów ani policyjnych patroli. Wpiszcie w nawigację „Passo dello Stelvio” i zafundujcie sobie kilkugodzinną zabawę w Schumachera lub innego kierowcę z jajami ze stali. To darmowy, prywatny rollercoaster, pełen wymagających, często ślepych zakrętów - agrafek, z ciągłymi zmianami poziomów góra-dół. Krajobraz za oknem księżycowy: zero drzew, jedynie skały i nitka równego jak stół asfaltu. Nie da się opisać uczucia, gdy opóźniając maksymalnie hamowanie wbija się „dwójkę” przed ostrym nawrotem, na którym tylko wątła barierka oddziela nas od wylądowania jako kula ognia w strumyku sto metrów niżej.

Autor: Błażej Żuławski; Źródło: www.podroze.pl

» Odpowiedz

Opinie i komentarze (0)

fotoreportaze
Jeśli szukasz kredyt lub pożyczki na swój wymarzony i wgzotyczny wyjazd skorzystaj z oferty naszych partnerów finansowych, serwisów 7kredyt.pl oraz Internetowego Domu Kredytowego KredytHouse.pl

Sonda

Gdzie w tym roku spędzisz urlop?

W kraju, nad morzem

W kraju, nad jeziorem

W kraju, w górach

Za granicą

Najnowsze firmy w bazie

Tanie Bilety Lotnicze

Centrum Rezerwacji Lotów - tanie loty do większości lotnisk na świecie. Ponad 1000...

Bieszczady - noclegi pokoje...

Portal o Bieszczadach dla miłośników tych pięknych gór oraz dla tych co dopiero...

Newsletter

Jeżeli chcesz być informowany o nowościach w serwisie 7travel.pl, dodaj swój e-mail:

Portal 7travel.pl: Komunikaty | Reklama w serwisie | Zostań redaktorem | Współpraca z portalem 7travel.pl | Napisz do nas

Fora 7travel.pl: Hotele | Austria | Chorwacja | Grecja | Hiszpania | Turcja | Egipt | Maroko | Suwalszczyzna

© Copyright by 7travel.pl, 2009-2014